Jaki wpływ na nasze finanse ma kryzys finansowy w Turcji?

Globalizacja to proces, który trwa od dawna. Obecnie można jednak śmiało powiedzieć, że osiągnął ten poziom, w którym praktycznie wszystkie kraje działają jak naczynia połączone. Stajemy się jedną wielką globalną wioską, gdzie każdy krach gospodarczy jednego państw nie pozostaje bez skutków dla innych gospodarek. Tak było w przypadku wizji bankructwa w Grecji, tak też jest obecnie, kiedy to w poważne kłopoty wpadła Turcja.

 

Problemy tureckie, a szaleństwo na parkietach światowe

Kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych nałożył na Turcję sankcje w postaci dwukrotnego podniesienia ceł na stal do 50% i aluminium do 20%, nastąpiła masowa wyprzedaż liry tureckiej. Całą sytuację dodatkowo podkręciło wystąpienie prezydenta Erdogana, który zachęcił obywateli do sprzedawania dewiz i zamiany ich na narodową walutę. Miało to na celu wprowadzenie większej ilości pieniędzy do obrotu, jako środka zaradczego na niestabilność gospodarki tego kraju. To nie mogło i ekonomiczne problemy Turcji tylko się pogłębiły.

Rozszalały się rynki międzynarodowe, zwłaszcza parkiety należące do krajów wschodzących. Inwestorzy, którzy do tej pory inwestowali w te gospodarki, wystraszyli się zbyt wysokiego ryzyka i swoje pieniądze skierowali na zakup bezpieczniejszych aktywów. Wielu też wstrzymało swoje transakcje i czeka w przyczajeniu, bo kiedy opadnie kurz, mogą pojawić się bardzo opłacalne okazje do tanich zakupów inwestycyjnych.

Niemal błyskawicznie wzrósł kurs dolara względem tureckiej liry o niemal 24%, a analitycy zapowiadają, że to wciąż nie koniec. Prognozują, że turecki kryzys walutowy przełoży się na inne rynki całego regionu i również one odnotują odpływ aktywów inwestycyjnych, a tym samy dolar będzie umacniał się dalej.

Oczywiście największe problemy odnotują banki powiązane z tureckim kapitałem oraz państwa, które mają z Turcją powiązania gospodarcze. Widać już pierwsze efekty, spadł kurs węgierskiego forinta o 1,7%, rand w RPA o 2,6%, a z kolei rosyjski rubel zaliczył spadek o 1,50. Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że przez to rubel stał się najtańszy od dwóch lat.

 

Słabe ogniwo globalnej wioski – Turcja

Generalnie cło na stal i aluminium to nie koniec problemów i zawirowań ze strony polityki Donalda Trumpa. Niedawno zaczęło obowiązywać też cło na towary importowane z Chin, jako kolejny etap wojny handlowej na tej linii. W odpowiedzi Chiny rozpoczęły poważne rozmowy handlowe z Unią Europejską, licząc, że pomimo krytyki na temat „kradzieży” technologii, powstanie tu ogromny rynek zbytu.

I tak powoli rozkręca się wojna handlowa z USA, Turcją i Chinami, która odbija się na walutach krajów rozwijających się. Sama waluta turecka była rok temu zupełnie w innej sytuacji, za 3,5 liry można było kupić 1 dolara. Dziś jedna jednostka amerykańskiej waluty kosztuje aż 7 lir, co ma niezwykle kiepskie przełożenie na handel zagraniczny. Tak słaba lira przekłada się na szalone problemy ze spłatą wielu zadłużeń w twardej walucie, a takich jest w tureckich bankach najwięcej.

Turcja dodatkowo ma sporo wad w zakresie ekonomicznym. To kraj niestabilny politycznie, o bardzo niskiej stopie oszczędności i skłonności do funkcjonowania na kredyt. I choć sam prezydent jest ekonomistą, to jednak reprezentuje stary model zarządzania finansami i centralnej stymulacji gospodarką. W takiej sytuacji wszelkie ciosy ze strony potężnych kontrahentów zagranicznych zawsze będą skutkować gospodarczym trzęsieniem ziemi, które przełoży się na inne państwa tego regionu i z tego samego koszyka walutowego. To po prostu słabe ogniwo.